bo gangster brzmi dumnie

Cypriniada Wielkopolska - Dębina 2013

Ocena użytkowników:  / 0
SłabyŚwietny 

Tak jak w zeszłym roku udało mi się wygospodarować czas i wziąć udział w kolejnej Cypriniadze wielkopolskiej odbywającej się na stawach Dębina, organizowanej przez Roberta Jagielskiego.

 Tym razem z Pawłem Stępniem z nadzieją, że godnie będziemy reprezentować czerwone barwy Gangu Karpiarzy.

Spotkaliśmy się z Pawłem na autostradzie gdzie odbyło się szybkie nasze prywatne losowanie, o to kto będzie losował stanowisko. Paweł wygrał i ten obowiązek spadł na moje barki. Po przyjeździe, powitaniu, odbyło się losowanie na zasadzie „ weź i spadaj „ . Długo nie nadchodziła nasza kolej i jak podszedłem do „urny” były w niej tylko dwa losy. Los przydzielił nam stanowisko nr 1 przy mostku łączącym dwa stawy z małą wyspą na przeciwko. Miejsca do obławiania nie za dużo ale obfitowało w ciekawe miejscówki. Wyładowaliśmy klamoty i jak najszybciej przygotowaliśmy się do łowienia. Później krótka narada kto, gdzie i dlaczego akurat tam kładzie zestawy.

 

 

 

 

 

W tym kanale Paweł postanowił kłaść swoje zestawy. Ja blokowałem przepływ na drugi staw. Kolejne zestawy zostały wywiezione pod wyspę i z prawej strony naszego stanowiska.

 

Pierwszej nocy Paweł ma ze „swojego” kanału dwa brania, perfekcyjne zacięcie szybki hol i ryby wędrują do worków na resztę nocy. Łowiąc na sztywno, mając w odległości kilkudziesięciu cm od zestawów kołki jest bardzo mało czasu na zacięcie więc umówiliśmy się kto pierwszy przy kijach ten tnie. Pierwsze branie tnie Paweł ale przy drugim już nie miał szansy mimo że miałem dalej do jego wędki, byłem pierwszy. Tłumaczył się później, że nie trafił w klapki,  Puszcza oczko ja tam ich w ogóle nie szukałem tylko od razu długa do wędek  Uśmiech. Reszta zestawów - bez brania.

 

Poranne ważenie i sesja fotograficzna.

Trudno było zapanować nad rybami wyjętymi z worków. Ewidentny dowód na poparcie tezy, że „karp się w worku męczy” Uśmiech

 

 

najpiękniejszy dla mnie moment „ widok odpływającego do domu karpia”

 

następny "umęczony" karp

 

 

Oprócz pięknej pogody, mieliśmy „drobne” opady doświadczające nasze łowisko, dzienne czy też nocne.

 

 

 

 

A później to tak wyglądało

 

W ciągu dnia nie mieliśmy brań ale Paweł wypatrzył, że w głębi jego kanału wygrzewają się wciągu dnia karpie i postanowił na nie zapolować, wywożąc zestaw w jego głąb.

To już nie były przelewki, łowiąc w kanale szerokości może dwóch – trzech metrów, który jest opalikowany a brzeg wyłożony siatką nie można było dać sekundy czasu karpiowi tylko ciągnąć na maxa do wyjścia. Paweł podjął decyzję, ze będzie siedział przy wędce.

Na zdjęciu w głębi na końcu ścieżki osamotniony Paweł.

 

 

 

I dopiął swego, branie zacięcie z prędkością wędkarza łowiącego tyczką ,błyskawiczny hol i ryba w podbieraku.

 

 

Później miał jeszcze dwa brania. Pierwsze za późno zaciął bo zachciało mu się przyjść na kawę 

( jakbym nie mógł mu zanieść ) ryba odbiła sie od brzegu pomachała ogonkiem i odpłynęła, a drugi to był chyba bóbr bo coś po agresywnym braniu przegryzło żyłkę. Trochę szkoda, bo od pierwszej nocy prowadziliśmy ale różnice wagowe między pierwszym a czwartym zespołem były minimalne.

W nocy z wejścia do kanału Paweł doławia kolejnego karpia uśmiech łowcy mówi wszystko Uśmiech

i jak nie lubić tego gościa.

 

 

 

 

 

Zasłużony posiłek łowcy, jak do tej pory wszystkich naszych karpi, mnie pozostał zaszczyt zacięcia dwóch ryb po zwycięskim sprincie do wędek no i oczywiście ich podebranie.

 

Kto jedzie z Pawłem niech zapamięta " karkówka tylko na negera "  Uśmiech Puszcza oczko

 

Inne zespoły nie próżnowały i w sobotę dostaliśmy informacje, że spadliśmy na drugie miejsce. Optymizmu dodawała informacja, że przegrywamy tylko 20 dkg.

Do późna nie mogliśmy zasnąć czekając a branie, którego się nie doczekaliśmy trochę w minorowych nastrojach położyliśmy się już w niedzielę. Około godziny trzeciej na moim prawym kiju pojawiły się trzy piknięcia. Zastanawiałem się czy ciąć czy czekać na odjazd a za uchem usłyszałem syk Pawła „na co czekasz to kaban tnij” I rzeczywiście po zacięciu poczułem słodki ciężar rozpocząłem hol, delikatnie mając świadomość że to może być on ostatni w tych zawodach. Pewnie trwał za długo bo Paweł znowu zasyczał „ co się bawisz dawaj go do brzegu” Spięty podholowuję go do brzegu i nawet go nie zobaczyłem przy powierzchni bo Paweł niczym poszukiwacz złota zamiótł podbierakiem przy dnie i stamtąd go wyłuskał sycząc „ luzuj luzuj już jest w podbieraku”.

Przeczucie nie omyliło nas to była nasza ostatnia ryba zawodów i jak się później okazało dała nam zaszczytne pierwsze miejsce. Chociaż w tym momencie jeszcze nie wiedziliśmy jak sytuacja wygląda po nocy u naszych konkurentów.

 

 

 

Ale Dębina to nie tylko karpie o nasze odczucia estetyczne dbały atrakcyjne biegaczki.

 

 

Przyszedł czas pakowania i ogłoszenia oficjalnych wyników.

 

Jednak czerwone koszule pierwsze Uśmiech

 

Drugie miejsce koledzy Piotr Staśkiewicz i Dominik Olejniczak z którymi toczyliśmy zacięty bój

 

Trzecie miejsce jak w zeszłym roku bracia Marek i Jarek Gonigroszek.

 

Atmosfera była wspaniała a spotkanie z wieloma dawno nie widzianymi kolegami bezcenne.

 

 

Do zobaczenia w przyszłym roku, jak czas pozwoli

 

Z gangsterskim pozdrowieniem

 

Maciej Kamiński

Paweł Stępień

Dodatkowe informacje

We use cookies to improve our website and your experience when using it. Cookies used for the essential operation of the site have already been set. To find out more about the cookies we use and how to delete them, see our privacy policy.

I accept cookies from this site.

EU Cookie Directive Module Information