bo gangster brzmi dumnie

Goplanicka przygoda ! cz.2

Ocena użytkowników:  / 7
SłabyŚwietny 

Witamy ponownie.

Dla tych co nie czytali pierwszej części naszej relacji przypominam, że mój tekst jest na czarno, a Pawła na zielono.  Chwila bez deszczu, jak to chwila trwała krótko, a później znowu ciągły opad.

 

 

 

W namiocie też nie za ciekawie, ciągłe wchodzenie i wychodzenie spowodowało, że błoto przeniosło się do środka, (śmiałem się kiedyś jak zobaczyłem w sklepie, karpiową wycieraczkę, ale chyba sobie ją sprawię albo zacznę jeździć z mopem). Natomiast Paweł dzielnie walczył saperką gdyż ciągły opad spowodował, że przez środek jego namiotu radośnie szemrząc płynął mały strumyk. A dla tych co nie wiedzą informacja, że nie uznaje on podłogi w namiocie.

Cały czas leje i leje i leje, mimo to odwiedza nas gospodarz łowiska, który zalicza piękny telemark przed naszą kuchnią, sorki fotki utytłanego pana Jarka nie zrobiliśmy.

W krótkiej rozmowie z nim dowiadujemy się, że nasze trzy karpie pełnołuskie są pierwszymi karpiami złowionymi od czerwca, bynajmniej pan Jarek nie miał takich zgłoszeń.

 

Wejście do pontonu w klapkach powodowało błyskawiczne wybudzenie, gdyż po kostki znajdowaliśmy się w lodowatej wodzie, a takie wylewanie wystarczało na naprawdę chwilę.

 

Nowy FoodBag, czuję, że będzie to hit sezonu 2014,

 

jak i nowe krzesło karpiowe, które już od pierwszych chwil użycia wymagało reanimacji.

Reanimacja izolacją powiodła się, krzesło jeszcze posłuży jakiś czas.  :)

 

Mieliśmy sporo brań, a cieszyło nas bardzo, że większość kończyła się sukcesem.

Były też momenty przestoju, ale na szczęście krótkie.  

 

Dolna plecionka 50lb zerwana podczas walki, a nie przetarta.

Maciuś coś widzę, że nie masz ochoty opisywać tego zdarzenia, więc może ja króciutko to zrobię.

Tak jak pisałem już wcześniej często decydowaliśmy się na zmianę miejsc położenia zestawu, nie było brania przez dobę to lawirowaliśmy na trzech zestawach, to był jeden z nich, kij Macieja, a zestaw położony jakieś 50 może 60 metrów od stanowiska.

Zestaw może był w wodzie maksymalnie dwie godziny i sygnalizator zaczyna jęczeć, tak dosłownie jęczeć Uśmiech coraz bardziej podoba mi się ten dźwięk ujadającego videotronica…

Szybkie dobiegnięcie Maćka do wędki, zakręcenie hamulca i przejście do tradycyjnego holu. Rybka nie daję za wygraną i trzymając się dna zaczyna kierować się w zatopione konary, niestety parkuje w nich. Maciek trzyma rybkę na kiju i czuje jak ta piłuję jego strzałówkę o konary w wodzie. Dopływamy pontonem i wpływamy w zaczepy, po chwili Maciek wyczuwa luz na plecionce, cóż i tak musimy dopłynąć do zaczepu, a tu niespodzianka przypon pęknięty jak to możliwe???

Moim zdaniem ryba okręcając się o konary zrobiła sobie tak króciutki odcinek samej plecionki przyponowej i zaczęła szarpać, nic dziwnego, że plecionka puściła na zerowej amortyzacji…

 

Dbanie o higienę było obowiązkowe, Paweł mimo braku lusterka postanowił się ogolić używając do tego, sami zobaczcie czego. Wyszło nawet nawet. Ja wolałem pojechać na stację benzynową i wziąć gorący prysznic.

 

Paweł nie był by sobą, jakby czegoś innego niż karpia nie wydłubał.

Odjazd istnie karpiowy,swinger mało nie rozbił się o wędkę, jakie było moje zdziwienie gdy ujrzałem, że na końcu jest piękny okoń około 40 cm.

 

Momentami dostawaliśmy głupawki   :) :) :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Goplanickie jesienne klimaty.

 

Skoro nie piszemy o jedzeniu dla ryb to wróćmy do naszego menu, pyszne udźce z peperoni   

Niestety, wszystko co dobre szybko mija i nadchodzi ostatnia doba naszego wyjazdu, jest piątek i zawitali nad wodę koledzy, którzy usiedli na przeciwległym brzegu, a drudzy wcześniej, bliżej wyspy.

 

Mimo ograniczenia pola manewru Paweł wyholował w ostatnią noc dwie ładne ryby.

 

I wreszcie pięknie wybarwiony lustrzeń - ukoronowanie wyjazdu.

 

Czas na krótkie podsumowanie tego udanego wyjazdu. Wyholowaliśmy sporo ryb, ale paru cwaniaków nas przechytrzyło. Jest to trudna woda, niewielka ale z wieloma zaczepami. Powoduje to, że każdy błąd podczas holu może spowodować utratę ryby. Na dużych zbiornikach jak odciągniemy rybę od przeciwległego brzegu możemy spokojnie z nią walczyć na środku nie obawiając się, że każdy nasz błąd spowoduje wejście ryby w zawady. Tu nie ma takiego komfortu i nasze umiejętności są poddawane bezlitosnej, ciągłej weryfikacji. Pogoda nas nie rozpieszczała, ale była to piękna przygoda, szkoda, że czas biegnie tak szybko i trzeba wracać do domu. Jak to Paweł mówi "tu jest bajka".

Specjalne pozdrowienia dla Pana Jarka.

 

Z karpiowym pozdrowieniem

Maciej Kamiński

Paweł Stępień

www.gangkarpiarzy.pl

Goplanica, Łódź, Sochaczew wrzesień 2013

 

 

Dodatkowe informacje

We use cookies to improve our website and your experience when using it. Cookies used for the essential operation of the site have already been set. To find out more about the cookies we use and how to delete them, see our privacy policy.

I accept cookies from this site.

EU Cookie Directive Module Information