bo gangster brzmi dumnie

Do trzech razy sztuka

Ocena użytkowników:  / 10
SłabyŚwietny 

001Na początku lutego z moich rodzinnych stron dotarła do mnie wiadomość z pytaniem czy będę łowił w tym roku na łowisku Wróblewo?

 

 

 

 

 

Po krótkiej rozmowie z ojcem i przemyśleniach postanowiłem po raz trzeci spróbować swoich sił na tym małym wioskowym stawie. Dwie poprzednie zasiadki skończyły się klapą, do tego brak odpowiedniego sprzętu przynosił udrękę a nie zaplanowany relaks.

Łowisko jest oddalone o prawie 180km od Łodzi. Woda jest niewielka (około 1.5h), okolica jest w miarę cicha a otaczający krajobraz przyjazny dla oka.

Stary staw we wsi Wróblewo był kiedyś małym okolicznym stawem porośniętym w 70% trzcinowiskiem, gdzie woda zważywszy na to, że jego umiejscowienie było wśród pastwisk i pól uprawnych bardzo szybko i wcześnie kwitła przez ściekającą do niego wodę w okresach deszczowych.

Zaniedbany staw przeznaczony był przede wszystkim do pojenia krów wracających z łąk, ale był też często odwiedzany przez ekipę wędkarzy, którzy łowili tam małe karasie.

Jakieś 10 lat temu okoliczni mieszkańcy postanowili ożywić to miejsce, miejscowy sołtys po złożeniu masy podań i rozmowach z wójtem wywalczył pieniądze z gminy i dofinansowanie z UE.

Planem było stworzenie miejsca rekreacyjno sportowego. Już po roku od przyznania pieniędzy, przeprowadzeniu różnych przetargów zaczęły się prace nad stworzeniem pięknego miejsca i tak oto wygląda dzisiaj :

1 

2

3

4

5

7 lat temu przeprowadzone zostało pierwsze zarybienie zbiornika z pieniędzy mieszkańców. Rybostan ubogi : szczupak, karaś, amur oraz upragniony karp. Z roku na rok gatunków przybywało i na chwile obecną stan ten powiększył się o płoć, suma,lina, leszcza, jazia a nawet tołpygę.

Po 3 latach od corocznych zarybień padały już pierwsze rekordy złowionych ryb. Karasie po 2 kg, karpie osiągały prawie 5 kg a amury dochodziły do nawet 6kg. Jednak brak poszanowania dla tych okazów i zasada miejscowych (złowiłem, zabrałem, zjadłem) zrobiła swoje (tak szybko jak zarybiano staw tak szybko ryby zostawały odławiane).

Wiedząc o tym wszystkim nie liczyłem na rekordy, ale miałem nadzieję, że któraś ryba z pierwszych zarybień się uchowała i trafi w końcu na matę. Zaplanowałem termin zasiadki na 9-14 maj - po kilku miesiącach przyszło planowanie i gromadzenie potrzebnych rzeczy

Dzień przed wyjazdem w czwartek miałem już wszystko zapięte na ostatni guzik, a myśl o samotnej zasiadce zachęcała do wyjazdu. Do dzisiejszego dnia nie mogę wyjść z pozytywnego zdziwienia odnośnie tego co usłyszałem zaraz po stawieniu się w południe w pracy. Kolega Kamil nie wiedząc o moich planach na ten weekend zapytał mnie czy nie chciał bym jechać na zasiadkę w ten weekend tak jak to zrobiliśmy 2 lata temu na Zalew w Sulejowie. Po dłuższej wymianie zdań oraz negocjacjach z kierownikiem odnośnie pracy Kamila w tamtejszy piątek i poniedziałek zapadła decyzja jedziemy! Jedynym problemem, który ważył na wspólnym wyjeździe było załatwienie pozwolenia dla Kamila, aby w spokoju można było spędzić czas na łowisku. W tym celu poprosiłem o pomoc ojca, który wykonał kilka telefonów do miejscowego zarządu, po krótkim oczekiwaniu zadzwonił telefon z informacją od taty, że załatwione oraz z zapytaniem czy może się zabrać z nami? SZOK! I znowu szybka rozmowa i omówienie problemów mianowicie termin i bagaże … opcja powrotu w poniedziałek musiała by zostać skrócona do niedzieli oraz dodatkowe wędki i klamoty do spakowania. Po całym dniu zastanawiania, dostarczeniu pierwszych dodatkowych klamotów przez Kamila nadchodzi upragniony piątek, czyli dzień wyjazdu.

Od rana miałem sporo czasu na spakowanie całego auta po sam sufit a nawet dach z racji tego, że nie byłem przygotowany na spontaniczne kupno boxu.

 6

O godzinie 14.30 w końcu ruszamy w trasę. Podróż z tak obładowanym autem była strasznie uciążliwa i długa. Z racji tego, że musieliśmy zrobić jeszcze małe zakupy i odebrać pozwolenie dla Kamila na miejsce dotarliśmy dopiero o godzinie 18.

 7

Nie tracąc zbędnego czasu już podczas drogi na miejsce podjęliśmy decyzje, że my z Kamilem siadamy w najspokojniejszej części zbiornika na wyspie, a tata zaraz na moście obok niej. Po 40 minutowej przeprawie przez grzęzawisko na dystansie 200m udało nam się w końcu dostarczyć wszystkie bagaże i graty potrzebne na jedną noc i rozbić obóz.

8

9

 10

Musieliśmy się spieszyć z rozbijaniem – chcieliśmy zdążyć zanim zapadnie zmrok. Z oddali widać było jak zbliża się do nas ostra burza, dlatego szybko zabraliśmy się do sondowania dna. Udało nam się znaleźć niewielką górkę jakieś 30m od naszego brzegu, 20m od drugiego, o której wszyscy miejscowi wiedzieli, ale nikt tam nie łowił z racji tego, że aby na niej łowić trzeba było iść na sam koniec łowiska i pokonać cały poligon przeszkód.

Miejsce już mieliśmy, czas na papu dla naszych ulubieńców. Na otwarcie łowiska wrzuciliśmy 3kg mieszanki gotowanej kukurydzy i konopi, do tego kilka łyżek peletu rybnego i kulek o smaku truskawki (całych i pokruszonych). Taktyka wydawała się być prosta obsypać górkę, aby ryba skupiła się na tym obszarze.

Po nęceniu przyszedł czas, aby umieścić zestawy w wodzie. Użyłem worków pva z zawartością peletu rybnego i kilku kulek. W ten sposób 1 zestaw posłałem w centrum górki a 2 zaraz obok niej po lewo.

Po skończonej robocie przyszedł czas na relaks i zasłużoną kolację. Burza nie dawała spokoju do 2 w nocy, a deszcz padał do samego rana. Jednak nie przeszkadzało nam to i w dobrych humorach delektowaliśmy się chłodnym piwkiem w oczekiwaniu na odjazd.

 11

12

Następnego dnia rano obudziliśmy się w dobrych nastrojach do ponownej pracy. Donieśliśmy resztę sprzętu, zanęciliśmy i przerzuciliśmy jeszcze raz zestawy w te same miejsca. Po śniadaniu rozkoszowaliśmy sie wolnym czasem.

13

14

15

16

17

18 

19

 

Zniesmaczeni zmienną pogodą (wiejącym zimnym wiatrem, padającym deszczem) podczas zwiedzania okolic obozu zawędrowaliśmy na miejscówkę mojego taty, który zapadł w sen tak twardy, że nie obudził go nawet dzwoniący telefon. Podczas przerzucania jego zestawów usłyszałem jakiś dziwny dźwięk, zdezorientowany z początku myślałem, że to czyjś telefon … złapałem się za lewą kieszeń spodni i zorientowałem się, że nie mam centralki, która została w namiocie. Szybko zwróciłem wzrok w stronę obozu, konkretniej wędzisk i dostrzegłem swinger w górze na prawym kiju z bankowej górki na którą tak liczyłem.

Pierwsze branie, ryba miała sporo czasu na ucieczkę (oczywiście z niej skorzystała) szybko wpłynęła w jakieś podwodne krzaki, które były na tyle słabe, że na nasze szczęście puściły od razu, krótki hol zakończył się powodzeniem i ryba trafiła na matę.

20 

21

22

 

Upragniona ryba z pierwszych zarybień, waga po odjęciu mokrej maty pokazywała 5.9 kg. Szybko zrobiliśmy to co trzeba: odkaziliśmy ranę i wypuściliśmy ją do wody. Ponownie umieściliśmy zestaw na górce i donęciliśmy.

23 

24

 

Nie minęła godzina od brania kiedy nad wodę zaczęli zjeżdżać miejscowi, którzy dowiedzieli się że została złowiona ryba z pierwszego zarybienia. Jak się okazało ojciec rozmawiał z miejscowym kolegą wędkarzem, kiedy my byliśmy zajęci robieniem zdjęć. Tak po 2 godzinach z naszej ekipy zrobiło się nas jedenastu, popłoch i zamęt zrobiły swoje, co chwile ktoś z nich rzucał zestawami na prawo i lewo, wtedy wiedzieliśmy, że raczej nic nie połowimy pod wieczór. Dopiero kiedy nad wodą zapanował spokój zabraliśmy się za kolacje i rozpaliliśmy grilla … by w tej ciszy spędzić resztę dnia.

 25

26

27

 

Ostatni dzień zasiadki mijał bardzo szybko. Częściowe pakowanie zajmowało sporo czasu i chodź mogłem powiedzieć, że zasiadka była udana i dopiąłem swego łowiąc piękna rybę miałem niedosyt. Postanowiłem coś zmienić. Po zwinięciu zestawu zmieniłem przynęty na owocową, a do nęcenia użyłem zwykłej sypkiej zanęty o zapachu truskawki. Dodałem do niej trochę peletu 6/3mm i śladowe ilości kukurydzy. Uformowałem kule, które za pomocą łyżki posłałem w okolice górki a za nimi zestawy. Pozostało mi tylko czekać i powoli zająć się zwijaniem całego sprzętu.

 28

29

Kiedy dochodziła godzina 16 podczas składania namiotu w uszach rozbrzmiał cudowny dźwięk sygnalizatora, strzał na prawym kiju - znowu z centrum górki. Tak pełen adrenaliny holowałem do brzegu kolejną rybę, która szczęśliwie wylądowała w podbieraku i na macie.

 30

Wszyscy z nas wątpili ze karp przekroczy magiczną liczbę 6 kg, ale okazało się inaczej. Po opatrzeniu pyska zabraliśmy się za ważenie - odliczając mokrą matę waga wskazuje 6,2kg! Nie mogłem uwierzyć i drugi raz zważyłem worek zaraz po wypuszczeniu karpia do wody.

 31

32

 Razem z cała ekipą podjęliśmy decyzje o zwinięciu reszty wędzisk i zapakowaniu sprzętu do auta.

To była naszym zdaniem udana zasiadka, która przyniosła nam wiele nowych doświadczeń. Tych pozytywnych i negatywnych, chwile radości i zwątpienia. W tym roku na pewno będę chciał jeszcze odwiedzić tę wodę i zapolować może na jeszcze większą rybę … bo nikt nie wie co tak naprawdę kryje.

 33

 Z łowiska Wróblewo pozdrawiają Kamil, Witek i Dumny Gangster Krzysiek.

Komentarze   

 
#3 kamyk65 2014-06-10 19:39
Mnie najbardziej podoba się misja wyjazdu czyli "Wiedząc o tym wszystkim nie liczyłem na rekordy, ale miałem nadzieję, że któraś ryba z pierwszych zarybień się uchowała i trafi w końcu na matę. "
 
 
#2 Piotrass30 2014-06-10 14:32
Krzysiu bardzo fajny arcik. Gratulacje.
 
 
#1 MaR 2014-06-10 13:26
Ale mamy poetów, brawo Krzysiu ładnie napisane. Ryby też były więc wyjazd musiał być udany na 100%. Gratulacje !!!!!
 

Dodatkowe informacje

We use cookies to improve our website and your experience when using it. Cookies used for the essential operation of the site have already been set. To find out more about the cookies we use and how to delete them, see our privacy policy.

I accept cookies from this site.

EU Cookie Directive Module Information