bo gangster brzmi dumnie

Gangster …. Szmaragd….. i .. „Krokodyl”

Ocena użytkowników:  / 12
SłabyŚwietny 

Gangster …. Szmaragd….. i „Krokodyl” czyli Klubowa zasiadka Gangsterów na Szmaragdowym Stawie.

 

34

Zasiadki Klubowe mają w sobie „coś”, czego nie jestem w stanie do końca opisać słowami. To pierwsza myśli, która przyszła mi do głowy, jak zacząłem pisać ten tekst a zarazem sięgnąłem pamięcią do tych ostatnich dni maja, gdy spotkaliśmy się wspólnie z Gangsterami nad wodami Szmaragdowego Stawu.

Hmmm dziwne pomyślałem, jak to nie jestem w stanie opisać „tego czegoś”? Przecież wszystko da się logicznie wytłumaczyć ?! To była myśl druga….

 

Gangsterskie wspólne wyjazdy zawsze miały w sobie coś magicznego i niepowtarzalnego zarazem. Niezależnie, czy były to wyjazdy stowarzyszeniowe takie, jak kwietniowy wyjazd na  Szmaragd :LINK czy Manewry Klubów Karpiowych LINK,czy wyjazdy w mniejszym gronie, zawsze było super !

Z czego to wynikało i wynika? z pasji, miłości do swojego hobby, oddania sprawie ? Ktoś pomyśli to takie trywialne i „oklepane”, przecież tyle się o tym teraz mówi każdy tak robi, otóż nie każdy J

                                                                              ***

Nasze spotkanie klubowe odbyło się jak już wspomniałem pod koniec maja. Aby tradycji stało się zadość ustalenie terminu i dogranie szczegółów zajęło łącznie na forum stowarzyszeniowym ponad  30 stron (pisania). Nie jestem w stanie przeliczyć tego na godziny dyskusji, ale może to i lepiej.  Summa summarum po burzliwej dyskusji jak jeden mąż wszyscy wybrali  jako miejsce spotkania, znany już Wam zapewne zbiornik, którym opiekuje się Polska Federacja Wędkarstwa Karpiowego, czyli Szmaragdowy Staw.

Przewagą” Szmaragdowego Stawu, bez cienia wątpliwości jest komfort łowienia. Nie będę w tym miejscu się rozpisywał. Wspomnę tylko, że wszelkie  informacje na temat łowiska można zdobyć na stronie: LINK 

Zasiadka została zaplanowana w terminie 27-31 05.2015. Ze względu na fakt, że jesteśmy Stowarzyszeniem o charakterze ogólnopolskim i nie każdy mógł z tych czy innym powodów dotrzeć na miejsce 27- go maja, ostatecznie wszyscy „zjechali się”, czy może lepiej napisać dotarli na miejsce w czwartek 28 maja. Ja osobiście ze względu na sprawy służbowe i osobiste miałem dojechać dopiero w piątek rano. Osoby,  z którymi mam przyjemność, przebywać  na co dzień, znają moją determinację i fakt, że nigdy nie odpuszczam. Dlatego nad wodą znalazłem się już w czwartek późnym popołudniem, co było nie małym zaskoczeniem dla pozostałych Klubowiczów.

Koledzy byli kompletnie nieprzygotowani na mój przyjazd….

01

 

Jednak po chwili,  staliśmy jak jeden mąż w pełnej krasie J

02

Po miłym przyjęciu, które odbyło się z przerywnikami na rozkładanie obozowiska i wywożenie zestawów i przysłowiową miskę strawy, na stanowisku numer 7 (miejscówka Pawła i Maćka), „lekko zmęczony” emocjami dni poprzednich i samego przyjazdu postanowiłem udać się na odpoczynek.

03

Miska strawy dla „wędrowca” Kamyk chyba przeczuwał, ze przyjadę J

 

Na stanowisku, byłem z Krzysiem, który przyjechał na łowisko dzień wcześniej. Krzysiu młody adept karpiowania przyjął mnie również bardzo uroczyście  i wraz z „ekipą z Sochaczewa”  pomógł w przerwach trwającej integracji, rozłożyć sprzęt.

04

05                                                

Do dyspozycji mieliśmy stanowisko numer 10. Stanowisko numer 10 dawało nam możliwość obławiania praktycznie całego brzegu biegnącego wzdłuż drogi dojazdowej i sporego kawałka w toni wody. Biwakowo również nam odpowiadało, wielkość stanowiska dawała spore możliwości „rozbicia się”. Musze w tym miejscu nadmienić, że 10-tka jest stanowiskiem bardzo urokliwym, otaczające to miejsce drzewka, i leżące na drodze szyszki tworzą „fajny klimat”. Krzysiu rozłożył się bliżej drogi, zostawiając mi centralną cześć stanowiska. Centralnie też postawiłem swój dom, stare brolly Prologica, które jak ktoś kiedyś stwierdził: „ nie jedno przeszło i nie jedno widziało”.

06

07

***

 

Gdy wieczór integracyjny na stanowisku numer 7 trwał w najlepsze ( a może dopiero się rozkręcał ), tak jak wspomniałem wyżej postanowiłem udać się do siebie aby odpocząć po całym dniu.

Stanowisko numer 7, czyli miejsce integracji od naszej 10-tki dzieli plus minus około 200  metrów. Przejście tej odległości w normalnych okolicznościach nie stanowi żadnego problemu, natomiast po ciemku i bez latarki było ciężko J Gdy już dotarłem „do siebie” mimo zmęczenia postanowiłem zrobić jeszcze mały obchód ( tym razem już z latarką na głowie).

Podczas „obchodu” zatrzymałem się przy wędkach mojego kolegi Krzysia.

O tym że mam „magiczne zdolności” słyszę od dawna, od mojej żony J , ale że to co pomyśle w danym momencie staje się natychmiast rzeczywistością nie zdawałem sobie jak dotąd sprawy. Stojąc nad wędkami pomyślałem: „no dobra daje ci kolego 2 minuty, słyszę magiczne piiii  i zacinam”,nie zdążyłem jeszcze nawet zastanowić się nad tym co powiedziałem a lewy kij Krzycha prawie wleciał do wody, z kołowrotka niczym nić Ariadny wysnuwała się jak szalona plecionka.

Chwila namysłu… zacięcie… siedzi….  Serce wali jak  szalone … zaczynam hol

Nie był to zwykły hol, po 10 minutach zaczęły boleć ręce, ale również gardło….  Na nic było wołanie Krzyśka, Maćka, Piotrka… nikt nie słyszał, ani brania,  ani  mojego nawoływania a i centralka odmówiła współpracy jak się potem okazało.

Byłem sam… a na drugim końcu zestawu „coś”, no właśnie po 15 minutach wiedziałem, że karp jest duży, miałem trudności, aby oderwać go od dna. Jak mi się to udawało, dawał znowu nura w toń nic sobie ze mnie nie robiąc. W końcu po 25 minutach „walki” udało mi się go podebrać.

 

08

Pierwsze zdjęcie po „walce”

Po tym jak trochę opadły emocję, zorientowałem się, ze mam w kieszeni telefon. Spokojnie  wykręciłem numer do Maćka Kamińskiego. Maciek odebrał i dystyngowanym głosem jak zawsze powiedział: „hallloooo” na co ja odpowiedziałem, równie dystyngowanym tonem: „złowiłem karpia .. minimum ma 15 kg zapraszam z aparatem” J  Maciek po chwili namysłu powiedział tylko: „ idę” i się rozłączył. Po chwili w stronę dziesiątego stanowiska  ruszyła „armada świateł”…gdy już dotarła do mnie pierwszym tekstem jaki usłyszałem było.. „ty Florek na żarty ci się zebrało???”.  Jednak gdy w dwóch wyjęliśmy karpia z wody śmiechy umilkły. Ktoś z tyłu rzucił tylko po cichu:

 „kur…a  ale KROKODYL”.

Po zważeniu okazało się ze karp ma 17,55 Kg i jest jednym z większych złowionych, mieszkańców Szmaragdowego Stawu.

 

09

Karp Florek

Po zważeniu karp Florek wrócił bezpiecznie do wody. Towarzystwo gratulowało, tylko Krzysiu lamentował, że nie siedział przy kijach tylko „się integrował”.  Zmęczony położyłem się w swoim brolly. Nie wiem czy to był sen czy jawa ale miałem wrażenie, że ktoś potem w nocy i nad ranem „tupał” przy wędkach Krzycha. Może to był sam Krzychu ale tego nie jestem do dnia dzisiejszego pewien J.

Karp Florek był magiczny…  Po tym braniu niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszyscy gangsterzy zaczęli łowić. Nie będę opisywał w tym miejscu emocji jakie panowały w momentach, gdy Gangsterzy po kolei bili i poprawiali swoje rekordy życiowe. Myślę, że najlepiej zobrazują to zdjęcia.

10  

11

12

13

19

23

 

Ogólnie rzecz ujmując dla wszystkich Gangsterów biorących udział w tej zasiadce piątek był najbardziej pracowitym dniem w tym roku J Po „ciężkim dniu” przyszedł czas na integracje, tym razem jednak wszyscy byli czujni….  czujność zaowocowała pięknymi rybami.

 14 

21 

22

17

18

24

15

 30

Karpie brały praktycznie  „na całej wodzie” i na kulki o różnych smakach. Wszyscy mieli pełne ręce roboty.

Sobota czyli kolejny dzień zasiadki była natomiast dniem całkowitego relaksu, po ciężkich bojach z karpiami, odpoczywaliśmy, jak na porządną karpiową zasiadkę przystało była jajecznica, dużo humoru, opalanie,  starczyło również czasu na obserwowanie przyrody.

 25  

26

27

28

29

31

32

 

Ostatni dzień zasiadki , standardowo wypełniło pakowanie i pamiątkowe wspólne zdjęcie.

33 

34

Mimo faktu, że był to koniec naszego spotkania  nad wodą wszyscy kończyli zasiadkę z uśmiechem na twarzy.

Podsumowując, nie musze chyba pisać, że spotkanie było ze wszech miar udane. Dopisały humory, ryby, pogoda i nawet Chrząstawska pizza, którą zamawialiśmy na stanowiska, była ciepła J. Fenomen ? Nie, to ludzie, którzy spędzili razem te kilka dni, stworzyli tak wspaniałą atmosferę, propagując i realizując swoją pasję!

Osoby, którym pokazywałem wszystkie zdjęcia z zasiadki zadawały mi często to samo pytanie:  „Tomek czemu ci ludzie na tych zdjęciach, tak cały czas się cieszą?”  odpowiedź z mojej strony była zawsze taka sam:  BO SĄ SZCZEŚLIWI!

I takiego właśnie szczęścia po każdej zasiadce w gronie znajomych i przyjaciół Wam życzę !

Z gangsterskim pozdrowieniem

 Tomasz Florczak

Komentarze   

 
#5 Tomasz Florczak 2015-07-20 10:48
Dziękuje Chłopaki :)

Trzeba wyjazd powtórzyć... ot co :)
 
 
+1 #4 misiek 2015-07-19 16:40
Szkoda że mnie z wami nie było :(
Ale jak to się czyta to jak by się tam było Doctor jak coś napisze to czytać można bez końca :D
Pięknie !!!!!
I jeszcze raz gratulacje rybek!!!
Gangsta łowi rekordy :D
 
 
+1 #3 Piotrass30 2015-07-18 13:30
Oj było fajnie. Tomcio czytając Twój artykuł i oglądając zdjęcia uśmiech od razu pojawił się na mojej twarzy. Dzięki Ci za to.
 
 
+1 #2 Soyer 2015-07-18 08:12
Zazdraszczam :) Doctore dobra robota.
 
 
+1 #1 kamyk65 2015-07-17 20:15
Fajnie było. Od siebie dodam, że było sporo ładnych rybek, 17,5 17,5 15,7 14,5 15,2 14 11,2 14 11 kg
 

Dodatkowe informacje

We use cookies to improve our website and your experience when using it. Cookies used for the essential operation of the site have already been set. To find out more about the cookies we use and how to delete them, see our privacy policy.

I accept cookies from this site.

EU Cookie Directive Module Information