Wywiad z Karelem Niklem

Ocena użytkowników:  / 0
SłabyŚwietny 
Open in new window
Wywiad z Karelem Niklem


1. Karel skąd pochodzisz i jak narodziła się Twoja miłość do wędkarstwa?


Miałem szczęście, że od urodzenia mieszkałem w miejscu, gdzie jest mnóstwo pięknych stawów, piaskowni, a przez moje miasteczko przepływa jedna z największych rzek w Czechach – Łaba. Jest to idealny region dla rybaków, gdzie wody są obfite głównie w karpie. Moją muzą stało się wędkarstwo, gdy miałem 12 lat. Pojechałem na wakacje z rodzicami i na bambusowy kij złapałem kilka niewielkich płoci. Wtedy już wiedziałem, że moje życie pójdzie w tym kierunku.
2. Kto Ciebie uczył łowić? Masz jakiegoś idola? Może ktoś z rodziny?
Jeżeli chodzi o wędkarstwo jestem samoukiem. Żaden z rodziców lub krewnych nie uczył mnie łowić ani nie namawiał do tego. Na szczęście mam z ich strony ogromne wsparcie abym mógł pielęgnować swoje hobby. Przeszedłem przez całą drogę rozwoju od samego początku. Teraz wiem, że jest to najlepsza droga. Nauczyło mnie to rozwiązywania wielu problemów, które spotykamy nad wodą. Pragnienie, aby być jak najlepszy łowcą zmusiło mnie aby pochłaniać jak najwięcej informacji. Nie mogłem się doczekać kiedy było kolejne nowe wydanie jedynego w tym czasie magazynu dla wędkarzy. Czytałem je kilka razy z najdrobniejszymi szczegółami, łącznie z małym drukiem. Oczywiście, wszystkie książki wędkarskie, które były dostępne na rynku znałem na pamięć.
3. Jaki byłeś jako mały chłopiec? Kim chciałeś zostać w dzieciństwie?
Jak już wcześniej pisałem moja przygoda z wędkarstwem zaczęła się, gdy byłem nastolatkiem. Wcześniej jak każdy młody chłopiec przechodziłem przez wiele zainteresowań m.in. jak każdy z młodych facetów grałem w piłkę nożną. Ale pamiętam jako dzieciak jak poszedłem nad jeden z pobliskich stawów. Oglądałem wszystko co się dzieje w wodzie i dookoła niej. Jako dociążenia używałem olowiu, które stosuje się na poczcie jako plomba bezpieczeństwa. Na haku umieszczałem robaka lub chleb i czekałem, aż żyłka zacznie się napinać. Aj, ale to było piękne uczucie kiedy czułem rybę w rękach. Cieszę się, że nie zapomniałem tego uczucia. Nawet po trzydziestu latach czuje to samo kiedy słyszę dźwięk sygnalizatora. Adrenalina jest nadal i to jest wspaniałe!
Jestem jednym z niewielu facetów, który w dzieciństwie nie chciał być ani policjantem, strażakiem, astronautą, śmieciarzem, mechanikiem czy prezesem, dla mnie to nie było oczywiste. Zawsze chciałem być jak najbliżej natury i ryb. Moje marzenie się spełniło.
4. Jaki przynęt i technik wędkarskich używałeś jako początkujący wędkarz?
W młodym wieku robiłem różne testy. Używałem mleka, grysiku i cukru. Kiedy brakowało mi przynęty nad wodą namaczałem rogalika i robiłem z niego ciasto. Podobnie jak często gotowałem jęczmień. Punktem kulminacyjnym była dobra przynęta mieszana z paszą dla świń. Strasznie to pachniało. Fakt, że taki związek zawiera mączki rybne i mleko w proszku. Już wtedy wiedziałem, że jest to coś bardzo atrakcyjnego dla ryb. Ale moją top przynętą przez wiele lat był miąższ z chleba, na niego złapałem najwięcej karpi. Przetestowałem wiele technik łowienia i końcu wybrałem karpie… zaczarowało mnie ich piękno, wielkość, mądrość, duch walki i wszystko co wiąże się z karpiowaniem.
5. Czy wojna wpłynęła na Ciebie?
Wpadłem w roku kiedy musiałem iść jeszcze na dwa lata do wojska. Łącznie 730 dni. Cierpiałem strasznie, że nie mogę chodzić na ryby. Byłem szkolony na dowódcę altylerii przeciwlotniczej PLDVK. Poznałem tam wielu wędkarzy, z którymi mogłem chociaż rozmawiać o rybach. Moje dojrzewanie to czasy ery komunistycznej. Przeżyłem, zobaczyłem, rozumiem. Dzięki temu dojrzałem, przeżyłem okres wariacji hormonów i poznałem piękno kobiety.
6. Kiedy po raz pierwszy usłyszałeś o nowoczesnych technikach połowu?
Pierwszą wzmiankę jaką znalazłem to w czasopiśmie „Rybołówstwo” , ale namacalnie to pierwszy raz zobaczyłem kiedy poszedłem z kolegą na karpie. Zrobił kulki proteinowe na bazie jednej z pierwszych receptur opublikowanych w magazynie w oparciu o pokarm dla ryb akwariowych. Zakładane w nowoczesny sposób na włos. Ja na swój zestaw załączyłem kulkę z chleba i kilka takich rzuciłem przy brzegu. Wieczorem miałem dwa karpie. Mój przyjaciel nic nie złowił. Wtedy powiedziałem, że nigdy nie będę łowił na kulki proteinowe.
7. Kiedy karpie stały się Twoją miłością?
Miłość do karpiowania rozwijała się stopniowo. Pamiętam pierwsze pragnienie, kiedy chciałem złapać dużego karpia. Poszedłem na jedną z pobliskich piaskowni. Widziałem jak niektórym z karpiarzy udało się złapać karpie nawet powyżej dziesięciu kilo tylko na ziemniaki. Dla mnie było to niesamowite. Chciałem takiego chociaż zobaczyć. Pewnego letniego dnia udało się! W jednej z zatok zobaczyłem wygrzewającego się ogromnego karpia. To było doświadczenie zapierające dech w piersiach. Nie mogłem oddychać, stalem z otwartymi ustami. Chwilę później wskoczyłem na rower i pojechałem sprintem do domu. Spakowałem wędki i ruszyłem na polowanie. Kilka godzin minęło od tego niesamowitego spektaklu, ale karpia już nie było. Oczywiście nic nie złapałem, ale samo wrażenie było niezapomniane.
8. Kiedy złowiłeś swojego pierwszego wielkiego karpia?
Tak się składa, że było to niedaleko miejsca, które opisywałem tylko kilka lat później. Złapałem go na kulki proteinowe. Najpierw kupiłem kulki proteinowe produkcji firmy Cormoran. Pomarańczowe Tutti Frutti. Czytałem w literaturze, że karp musi być wcześniej karmiony. Tak więc nęciłem da dni wcześniej, a w weekend brałem swoje wędki teleskopowe i siadałem w miejscu gdzie nęciłem.
Nie używałem sygnalizatorów ani swingerów. Obserwowałem jedynie co dzieje się z żyłką. Usłyszałem charakterystyczny dźwięk wyciąganej żyłki. Podniosłem wędkę i poczułem w rękach rybę. Zaczęła się fantastyczna walka, nigdy jej nie zapomnę.
Hamulec kołowrotka długo piszczał zanim ustąpił. Nie wiem czy ja czy karp miał większą kontrolę nad sytuację, płynąl tam gdzie chciał. Wpłynął za róg, więc byłem zmuszony aby szybko rozebrać się do majtek aby go stamtąd wyciągnąć. Pamiętam, że byłem przerażony. Byłem dosłownie w transie. Chciałem za wszelką cenę go wyciągnąć i wsadzić do podbieraka, sprawdzić ile waży. Zaspokoić instynkt łowcy. Karp ważył 11kg to było dla mnie naprawdę wiele!
Chciałem pochwalić się swoim okazem wszystkim mi znanym karpiarzom bo byłem niesamowicie dumny. Zrobiłem mu ponad pięćdziesiąt zdjęć. Po wywołaniu zdjęć byłem bardzo rozczarowany. Nie umiałem robić zdjęć, ale to już inna historia.
9. Skąd wziął się pomysł rozpoczęcia działalności gospodarczej związanej z produkcją przynęt? Skąd wziął Pan pierwszą inspirację do receptury i jak były testowane pierwsze przynęty?
Zanim rozpocząłem działalność związaną z karpiowaniem byłem współwłaścicielem firmy zajmującej się sprzedażą chemii budowlanej i przemysłowej. Muszę powiedzieć, że odnieśliśmy sukces w biznesie i osiągnąłem znaczny dochód. Mogłem chodzić na ryby, a moja rodzina była zabezpieczona finansowo. O biznesie związanym z wędkowaniem od zawsze marzyłem. Kochałem to i stopniowo to dojrzewało we mnie. W 2002 roku podjąłem decyzję życiową co nie było łatwe. Pewnego dnia opuściłem firmę i wszedłem jeszcze bez nazwy na rynek wędkarski. Pewnego dnia będę oceniać swoje życie i stwierdzę, że to była dobra decyzja. Nie wiedziałem czy osiągnę sukces i czy będę mógł z tego biznesu utrzymać rodzinę. To było naprawdę ryzyko.
Pamiętam jak wyglądał mój pierwszy katalog, a raczej cennik. Była to zwykła kartka papieru A4 zapisana wielkimi literami aby zapełnić całą stronę. Dzięki niej wszedłem na rynek.
Miałem szczęście, że rynek nie był zalany dużą ilością firm jak to jest obecnie. Obecnie nowo powstałe firmy maja o wiele trudniej aby wejśc na rynek. Nie zazdroszczę im ale mi też nie przyszło nic za darmo.
Moja firma rosła stosunkowo szybko. Ludzie wyczuli, że moje produkty są tworzone z miłością. To z pewnością pomogło. Zawsze trzymałem się filozofii, iż wolę zaoferować ludziom tylko najlepsze produkty pomimo, iż cena produktu będzie wyższa. Ludzie to doceniają i zazwyczaj wracają. Patrząc na siebie widzę dziesięć lat ciężkiej pracy. Dzisiaj mogę śmiało powiedzieć, że nasza firma jest jednym z liderów w tej branży na rynku Czeskim. Jestem bardzo wdzięczny za to, a w szczególności ludziom, którzy mi pomagają w tym.
Od początku tworzyłem kulki na podstawie dostępnych informacji, książek i magazynów. Ale to nie były całkiem idealne kulki. Teraz wiem, że wiele porad i receptur udostępnianych w mediach nie są dobre. Wiele informacji pochodzi z tabel żywnościowych. Ale jest bardzo ważne, że wielu autorów nie potrafi tego wykorzystać. Ludzie czy zwierzęta domowe mają całkiem inne potrzeby niż ryby.
Mój wielki postęp w tworzeniu receptur nastąpił, gdy zacząłem korzystać z książek i podręczników uniwersyteckich badań przewodu pokarmowego karpia. Zacząłem budować zupełnie inne przepisy. I nie należy zapominać o długiej i drażliwej drodze odkrywania unikalnej kombinacji atraktorów. Długa praca doprowadziła jednak do wyjątkowych rezultatów. Nowoczesne serie przynęt jakimi są np. Food Signal, 3XL czy Kill Krill to są moje „dzieci”, z których jestem naprawdę dumny.
10. Teraz kilka słów o rozwoju firmy i wprowadzeniu marki Karel Nikl na rynek, pierwszym sklepie w Lucebce.
Początki nie były w Lucebce, a w domu mojej mamy. Pierwsze moje miksy powstały z prefabrykatów w łazience w wannie. Mam dobrą mamę, więc na szczęście tolerancja była wielka. Gorzej było z sąsiadami na przykład kiedy gotowałem kraby 
Później wynająłem jedno pomieszczenie biurowe w Lucebce. Systematycznie wynajmowałem kolejne pomieszczenia, aż zająłem cały budynek. Kolejno musiałem się wziąć za zbudowanie hali na przechowywanie surowców. W rozwijającej się firmie zaczynało brakować miejsca. W końcu przyszedł czas aby podjąć trudną decyzję i wynająłem halę 1400 metrów kwadratowych, w której otworzyłem jeden z największych sklepów w naszym kraju. W tym miejscu mamy także, nowoczesną fabrykę, magazyny, biura i sklep. Zatrudniamy jedenaście osób w pełnym wymiarze czasu pracy, a w sezonie werbujemy ochotników do pracy.
11. Jak poznałeś się z Ray Dale Smith, właścicielem firmy Carp”R”us?
Raz na pewnych targach rozmawiałem z angielskim karpiarzem na temat montażu zestawów. Powiedział mi, że używa tylko produktów firmy Carp”R’us. Wiedziałem o tej marce, ale nigdy nie spotkałem się z tymi produktami. To zbieg okoliczności, ale angielski karpiarz znał Ray’a i poprosił go aby przesłał mi trochę próbek. I rzeczywiście tak się stało. Tydzień później otrzymałem paczkę z kilkoma produktami i cennikiem. Po przeprowadzeniu testów już wiedziałem, że są to innowacyjne i wysokiej jakości produkty. Dokładnie takie produkty, jak wchodzą w zakres mojej filozofii.
Po pierwszym spotkaniu z Rayem zaprosiłem go do Czech na show. Wtedy nie wiedziałem, że Ray będzie tak często gościł w Czechach . Teraz sytuacja wygląda tak, że Ray ma u nas własny sprzęt karpiowy i jeździ tutaj na karpie.
12. Jaki jest teraz Twój związek z tą marką?
Kiedyś zapytałem Ray’a czy ma więcej takich zagranicznych dystrybutorów jak tutaj w Czechach. Odpowiedział, że nie , kiedyś miał takiego jednego, który był silnym konkurentem dla innych czołowych firm. Było to dla mnie cudowne uznanie, które bardzo sobie cenię.
Ray ze względu na swój wiek chce jak najwięcej cieszyć się rybami więc mamy podpisaną umowę na utworzenie centralnego magazynu w Czechach, który będzie obsługiwał całą Europę.
13. A jak Twoje karpiowanie? W zeszłym roku znalazłeś czas na kilka wypraw. Jakie masz plany na ten rok?
Kiedy zaczynałem działalność w branży wędkarskiej pomyślałem, że będę miał więcej czasu na wyjazdy na ryby. Jeżeli chcecie zacząć działalność związaną z karpiowaniem zastanówcie się poważnie. Ja sobie mówiłem „w tym roku nie wiele jeździłem, w kolejnym znajdę więcej czasu na wyjazdy”.
Po dziewięciu latach kiedy mam grono naprawdę zdolnych ludzi, którzy mi pomagają mogę znaleźć troszkę więcej czasu dla moich kochanych ryb. Dzięki temu w zeszłym roku udało mi się wyjechać na dwie wspaniałe wyprawy razem z moim synem Kajem.
W tym roku wyjadę na pewno na kilka zagranicznych zasiadek, ale na pewno też będę łowił w kraju. Jeżeli chodzi o ryby to jestem bardzo spontaniczny. Kocham swoją pracę i nie mam nic przeciwko aby poświęcać jej swój prywatny czas. A co jest najpiękniejsze to to, że kiedy jestem na rybach, jestem także w pracy. Uwielbiam to.
14. Jakie są nowości w firmie a jakie planujecie?
Kill Krill dominuje w tym sezonie. Nowość, która dała mi wiele radości. W ostatnim roku, kulki pokazały ponad przeciętne rezultaty, które tylko niewielu mogło przegapić. Czekam na informacje i SMS-y od klientów aby przekonać się kogo jeszcze udało się przechytrzyć na Kill Krilla.
Angielscy inżynierowie stworzyli nowe haki CRU Gladiatory, które produkowane są wyłącznie w Japonii. Cała produkcja haków tej firmy została przeniesiona do japońskiego producenta , który korzysta tylko z najwyższej jakości stali z powłoką lepszą niż teflon albo jakiekolwiek inne wykończenia haków.
Na pewno warto też wspomnieć o nowym zdumiewającym mouthsnagger shorty. Jest to produkt, który został stworzony w oparciu o potrzeby klientów i testerów.
15. Byłeś pierwszy z Czechach, który zaczął nazywać karpie. Niektóre z nich stały się prawdziwymi legendami. Napisz nam o niektórych.
Może, niektórzy początkujący karpiarze nie wiedzą, że jest taka niepisana zasada, że gdy jako pierwszy w regonie złowisz dużego karpia, możesz nadać mu imię.
Nie sądzę, abym był pierwszy ale jeden z pierwszych, który zaczął nadawać imiona złowionym karpiom w okolicach Kolina. W mojej okolicy łowiłem największe karpie. Karpie stosunkowo rosły do większych rozmiarów, a ja nadawałem im imiona i dokumentowałem ich żywot.
Chyba najbardziej znany i legendarny był Jarnak  Dałem mu tak na imię bo złowiłem go na wiosnę (jaro – wiosna). Nie było żadnego innego powodu. Dał mi on wiele radości i urósł do pięknych rozmiarów 24 kg.
Kolejny piękny i wojowniczy karp to Mniszek. Nazwa została nadana spontanicznie, bo wtedy zrobiłem kilka pięknych zdjęć na łące pełnej mleczy. Potem złapałem go jeszcze kilkukrotnie i zasze był taki waleczny.
Karp, który dał mi najwięcej satysfakcji jest w dalszym ciągu żywą legendą. Jest to Pit Bull. Spójrzcie na zdjęcie kiedy byliśmy młodzi. Ja, syn Kaj i Pit Bull. (Na większej ilości zdjęć tego karpia widać jak wiele ma znaków szczególnych, których prawdopodobieństwo wystąpienia u innego karpia jest prawie zerowe).
Ten karp to piękna historia z nim związana. Kiedy go złapałem kładłem go na swojej poduszce, dezynfekcja itd. Pit Bull to mój pierwszy duży karp złowiony jeszcze na wędkę teleskopową i ziarno kukurydzy. Wtedy był to dla mnie karp gigant. Miał 65cm i nie dałem mu imienia. Złapałem go nad rzeką Łabą. Ponieważ mieszkałem 5 minut od rzeki musialem pędzić z nim do domu, aby zrobić mu kilka zdjęć. Byłem z niego naprawdę dumny.
Pit Bull zachował się całkiem nieźle. Wiele lat poźniej łapałem na większą skalę i dopiero wtedy gdy go złowiłem nadałem mu imię. Z tym charakterystycznym pyskiem nie da się go pomylić. Złapałem go około 17 lat później i ważył 19 kilo. Piękny, nie sądzicie?
Miłego dnia i jak zawsze „połamania kija”
Karel Nikl


foto. carpworld.pl

źródło : PFWK

Dodatkowe informacje

We use cookies to improve our website and your experience when using it. Cookies used for the essential operation of the site have already been set. To find out more about the cookies we use and how to delete them, see our privacy policy.

I accept cookies from this site.

EU Cookie Directive Module Information