Trzech Gangsterów w akcji - Gosławice 2013

Ocena użytkowników:  / 1
SłabyŚwietny 

Trzech Gangsterów w akcji - Gosławice 2013

 

Prognoza pogody super - bo nie pada, komarów mniej - bo nie pada. Jak błędne to założenia przekonaliśmy się w czasie naszej zasiadki w dniach 19-23 czerwca.

 

 

W środę pobudka o 3:30, czterdzieści pięć minut później wyjazd, a o 5:40 (w tym miejscu pozdrawiam Panów Policjantów z komisariatu autostradowego i dziękuję za poranny stresik w czasie kontroli drogowej) w końcu na Gosławicach. Mam przed sobą 5 dni karpiowania i tyle samo szansy na Tomusia.

Zaczynam mozolone wypakowywanie dobytku karpiowego. Obóz rozbity, ponton napompowany, wypływam poszukać ciekawych miejsc. A słońce już grzeje niemiłosiernie.

Godzina pływania mija szybko, w rezultacie 3 miejscówki znalezione, a dodatkowe 2 jako żelazna rezerwa.

Pierwszy zestaw ląduje tuż przy pływającej na powierzchni roślinności. Dno twarde i czyste od innej zieleniny na odcinku około 60 może 80 cm, dalej to już dżungla.

Drugi zestaw układam wśród rzadkich, unoszących się jakieś 50 cm nad dnem roślinek.

Ostatni wywożę na dno pokryte gęstą ale twardą warstwą flory - super widać jak kulki i pellet wrzucone w celu sprawdzenia warunków nośnych utrzymują się na jej powierzchni.

Teraz czekam tylko na branie, czekam, czekam i nic. Pogoda daje czadu, a cień jest na wagę złota a raczej ulgi.

Wieczór - mniejszy skwar ale zaczynają hasać latające krwiopijce rodem z bagien i mułu.

Są wszędzie i gryzą wszędzie, chowam się do namiotu nadchodzi chwila ulgi i odpoczynku.

 

 

Zasypiam szybko bo ciężki dzień dał mi się w znaki. W nocy wreszcie branie, po krótkiej walce uwalniam około 6 kg karpia z haka tuż przy pontonie (dał sie złapać na wątrobę z IB). Bo ja czekam na Tomka.

Rano w czwartek, z dokładnością szwajcarskiego zegarka, zjawiają się Sławek i Kamil.

Wypływam z Kamilem i ustawiamy markery w bankowych miejscach.

 

 

Żar niesamowity, po 2 dwóch piwkach człowiek jest ugotowany. O godz. 16 grill: szaszłyki i karkóweczka na sposób a'la Sochaczewski. I znowu powtórka z rozrywki, późnym wieczorem pojawiają się te paskudne latające żyjątka. I tu na wysokości zadania staje Sławek, ze swojej przepastnej torby wyjmuje Muggę, kilka psiknięć i komary tylko latają ale nie gryzą.

 

 

Karpiowo bryndza, żadnego odjazdu, ryby też widocznie mają dosyć tej spiekoty. W nocy długo oczekiwany odjazd, dzwonię po Kamila, a ten w sprinterskim tempie wpada na mój pomost i wskakuje do pontonu chwytając za wiosła. Piękna walka, karp silny niesamowicie i w końcu widzimy go. Ale bóstwo, pełnołuski i całkiem, całkiem gabarytowo. Galernik lub inaczej wiosłowy sprawnie umieszcza rybę w podbieraku, na pomoście wstępne ważenie. Trochę mina nam zrzedła, bo waga pokazuje tylko 12,5 kg, a wyglądał na więcej - wątroba Imperial Baits okazała się znowu skuteczna.

 

 

Wyleciało mi z głowy, że wcześniej Kamil miał piiiii, a ryba o masie 8,2 kg czeka w worku na sesję do magazynu Vogue.

 

 

 

My łowimy karpie, a Sławek piękne 2 kg liny, w sumie złowił ich 4. Można by rzec: szkoda, że Państwo tego nie widzą - walczą niesamowicie i są śliczne.

 

 

W piątek po godz. 9 mam branie na Kill Krila od Nikla z małym pływającym ananasem z Solara. Ryba wybrała około 100 metrów żyłki na dzień dobry. Zaczynamy z Kamilem mozolne odrabianie strat, tzn. metrów plecionki. Już witamy się z gąską, widzimy go i nagle luz. Jaki pech - spinka, to przez roślinność, której nie dało się tak łatwo usunąć z plecionki.

Wieczorem znów grill i komary na dziko.

 

 

Nocka to ładne branie na moim kiju z miejsca wcześniej nazwanego żelazną rezerwą - czysty, żółty piaseczek, za nim roślinność wysoka, a przed nim niska, płożąca. Karpia o masie 11,7 kg Kamil sprawnie ląduje w podbieraku, a następnie układa na „Marmacie”. Sławek rano robi kilka wspólnych zdjęć z piękną rybą i brzydkim łowcą. Tym razem Truskawka Elite z IB okazała się skuteczna.

 

 

Tej samej nocy Kamil na lewym kiju ma piękne branie, niestety przez panujące na wodzie zielsko ryba spina się, a niedługo po powrocie na pomost i wspólnej wymianie zdań ze Sławkiem o straconej szansie, Kamila FOX znowu daje znać o sobie. Tym razem na prawym kiju czego efektem była piękna ryba o wadze 12,3 kg a zarazem jego new rekord życiowy.

 

 

Na wędkach Sławka cisza, więc w sobotę poszukujemy nowych miejscówek na położenie zestawów, co później się okaże strzałem w 10.

W sobotę po południu stały punkt kulinarny każdego wyjazdu karpiowego – jajecznica

 

 

Po moim 4, a chłopaków 3 dniu totalnej, słonecznej masakry z lubością witamy sobotni wieczór.

Wreszcie branie u Sławka, galernik Kamil w łódce czeka na kompana, który sprawnie z kijem wchodzi do łajby. Walka trwa i trwa i trwa i trwa. Rany, w końcu misiek kapituluje, jak na swoje 10,1 kg strasznie mocny.

 

 

Ostatnia noc to znowu branie u Sławka z drugiego, wytypowanego miejsca przez Kamila.

Ryba w worku czeka na ranek aby zaprezentować się w pełnej krasie.

 

 

Niedziela rano to pakowanko. Sławek przychodzi do mnie na pomost, gadka-szmatka, nagle Kamil woła abyśmy do niego przybiegli. Docieramy do niego, a tam ryba niczym parowóz prze przed siebie.

Wskakuję do łódki z Kamilem. Najpierw wiosłuję ale później już nie muszę, ryba sama nas ciągnie. Zaliczamy kolejne kobierce roślinności, misiek nadal nie daje za wygraną, a ja próbuję zdjąć zieleninę z plecionki, bo nie daje się kręcić kołowrotkiem. Ale hard core!

W końcu jest nasz, śliczny, pełnołuski i duży. To na pewno nowy rekord Kamila.

Spływając do pomostu słyszymy w międzyczasie wycie mojego czerwonego FOXa, drze się na maxa. Włączam 5 bieg i lecę na złamanie karku, chwytam kija, a za chwilę Kamil już czeka w łódce gotowy na kurs ku nowej przygodzie. W końcu taka gratka nie zdarza się co dzień.

 

 

Druga żelazna rezerwa przynosi efekt - bingo można rzec.

Karp wpadł w roślinność i tam szaleje ale i tak z nami nie ma szans. Przegrywa lądując w czeluściach podbieraka. Też pełnołuski, znaczy karp, nie podbierak.

Dopływamy do pomostu Kamila i Sławka aby odbyć wspólną sesję, tym razem dla Playboya.

Następuję również ważenie karpi - Sławek - 9 kg, ja – 11,7 kg, Kamil - 13,5 kg czyli poprawiony ponownie PB.

 

 

 

 

 

 

Ryby całe i szczęśliwe wracają to swojego wodnego świata, a my do pakowania.

Po godz. 11 opuszczamy łowisko.

 

 

P.S.

Dzięki chłopaki za super towarzystwo i wzorową współpracę jak na gangsterkę przystało.

A kto nie był niech żałuje, bo jest czego.

Komentarze   

 
#4 Piotrass30 2013-07-09 21:53
Maciek fajny artykuł i pogratulować pięknych rybek Panowie :-)
 
 
#3 Tomasz F. 2013-07-09 07:13
Gratulacje !!! Bardzo mi się arcik podoba :)
 
 
#2 kamyk65 2013-07-08 21:32
Rybki pierwsza klasa, arcik super no i wreszcie trzymasz ładnie rybki Maćku no i ten uśmiech mówi wszystko. Gratulacje panowie a Sławek wygląda jak wódz indian :)
 
 
#1 Krzysztof G 2013-07-08 21:32
Gratulacje panowie za udany wypad - do tej pory żałuję że nie pojechałem :sad:
 

Dodatkowe informacje

We use cookies to improve our website and your experience when using it. Cookies used for the essential operation of the site have already been set. To find out more about the cookies we use and how to delete them, see our privacy policy.

I accept cookies from this site.

EU Cookie Directive Module Information