Jak sezon kończyli Gangsterzy.

Ocena użytkowników:  / 1
SłabyŚwietny 

Pamiętam jak dziś, gdy cieszyłem się, że sezon 2013 rozpoczynał się, był kwiecień i pięciodniowy wypad na Rydwan a teraz przyszedł czas pożegnania się z wypadami nad wodę na najbliższych kilka miesięcy. Tak o to zaczyna się krótka opowieść o imprezie kończącej sezon karpiowy, która zgromadziła większość Stowarzyszenia ” Gang Karpiarzy ”.

 

 

Na miejsce naszego spotkania wybraliśmy dwie niewielkie wody położone w okolicach Łodzi. Rozlokowaliśmy stanowiska w ten sposób aby wszyscy byli blisko siebie w końcu bardziej nastawiliśmy się na integrację niż na poważne łowienie, aczkolwiek przy okazji zorganizowaliśmy Big Fish tak dla nutki współzawodnictwa.

Część z nas nad wodę przyjechała już w czwartek. Nie będę opisywał co po kolei robili bo chyba wszyscy czytający wiedzą. Jednak najciekawiej było pod drugim brzegiem gdzie chłopaki z lubością buszowali.

 

Pogoda trzeba przyznać dopisywała, bo mimo, że prognozy zapowiadały ochłodzenie to non stop świecące słońce powodowało uczucie ciepła i komfortu termicznego. Wyjątek stanowiła noc z czwartku na piątek, mróz dał o sobie znać ale po co ktoś mądry wymyślił piecyki. Dzięki nim oraz ciepłym śpiworom dało się wytrzymać w namiocie.

Ja wraz z Piotrkiem przyjechaliśmy w piątek, pogoda nadal rozpieszczała nas, aż przyjemnie było wypłynąć na wodę i przeszukać dno w celu znalezienia interesującej miejscówki na położenie zestawu. Pozostali koledzy, którzy już bytowali od dnia poprzedniego poopowiadali nam co się działo, jak z braniami było, co udało się wyholować a co nie. Trzeba przyznać, że jakościowo i ilościowo poszalał Adam pieszczotliwe nazway Tarzanem. 13 kg karp złowiony przez Niego było do tej pory największą rybą zasiadki.

 

Z reporterskiego obowiązku wspomnę również, że oprócz tej 13 na brzegu zameldowały się amury oraz inne mniejsze karpie w tym jedno koi.

Na piątkowe popołudnie zaplanowaliśmy wspólnego grilla.

 Zestawy spokojnie spoczywały pod drugim brzegiem ( i nie tylko ) wśród drzew, korzeni i innych tego typu niespodzianek więc my mogliśmy oddać się błogiemu odpoczynkowi przy suto przygotowanym grillu, gdzie królował karczek, żeberka i inne przysmaki kuchni polskiej, wspomnieć tu należy również o pysznej papryce jaką upitrasił Kamyk znaczy Maciej Kamiński.

Po zadowolonych twarzach było widać, że wszystkim smakowało to znaczy chyba, że ja i Krzysiek Graczyk możemy uważać się za nadwornych grillmanów Gangu Karpiarzy.

Rozmowy przeciągnęły się do późnych godzin nocnych, na szczęście ta noc była już ciepła dzięki temu mogliśmy trochę dłużej posiedzieć na świeżym powietrzu. Przyznam szczerze, że dawno się tak nie uśmiałem – ech to były czasy.

Ryby niestety potopiły się i nie chciały współpracować nie licząc kilku amurów znaczy lemurów jak nazywa je Adam. Można śmiało stwierdzić, że królem tych skośnookich ” piękności ” został bezapelacyjnie kolega Kamil, wyraźnie ten gatunek poczuł do niego mięte.

Sobota przywitała nas słońcem, powietrze szybko nagrzewało się a my leniwie szykowaliśmy się do walnego zebrania, które nasz Szef Maciej Drwal wyznaczył na godzinę 12. Burzliwe obrady trwały około 4 lub 5 godzin. Najważniejsze, że udało nam się nakreślić kierunki działania stowarzyszenia na rok 2014. Po zebraniu przyszedł czas na dogrywkę, znowu ja wraz z Krzysiem staneliśmy nad dwoma grillami aby coś dobrego przygotować do jedzenia. Mięsko dochodziło, trunki schodziły a ryby protestowały nadal. Choć tu należy wspomnieć o braniu i walce jaką stoczyli z rybą Paweł i Jacek, aż ciśnie się na usta : szkoda, że Państwo tego nie widzą, chłopaki manewrowali kijem wśród gałęzi nawet udało im się korzeń z wody wyciągnąć tego samego nie udało się z karpiem, który spiął się niedaleko podbieraka cóż jak pech to pech – Adam jakoś specjalnie nie martwił się tym. Wieczór sobotni przypominał ten piątkowy, rozmowom nie było końca i tylko wielka szkoda, że już jutro był koniec naszej zasiadki. Noc minęła spokojnie przynajmniej u mnie choć u kolegów trochę popikało, ale nie były to sztuki warte odnotowania, Kamil łowił ulubione amury, Kamyk wyjął niewielkiego koi.

Niedziela to od rana czas pakowania całego majdanu i porządkowania obozowiska.

O godzinie 11 spotkaliśmy się jeszcze na chwilę wspólnie aby wręczyć puchar za zwycięstwo w zawodach Adamowi i po przybiciu tradycyjnych piątek rozjechaliśmy się do domów z mocnym postanowieniem wspólnej zasiadki ale już w roku 2014.

Miłej zimy życzy Gang Karpiarzy.

 

 

Tyle od naszego kolegi Maćka R

a ja dodaję mały bonus od siebie, a zimy życzę Wam krótkiej.

Kamyk

 

Komentarze   

 
+1 #3 Paweł Stępień 2013-11-18 20:40
Super streszczenie Maciej ;-)
Co do spotkania to powiem tak,impreza zajebioza pogadaliśmy,nap iliśmy się,najedliśmy się a co najważniejsze było miło wszystkich obecnych spotkać,oby takich spotkań klubowych było więcej...
 
 
#2 Kamil Spławski 2013-11-18 08:20
Hehe fajny art, dziękuję za zmianę ksywki na "AMUR" :D
 
 
#1 Adam 2013-11-17 18:45
Super raporcik,pograt ulować Macieju 8)
 

Dodatkowe informacje

We use cookies to improve our website and your experience when using it. Cookies used for the essential operation of the site have already been set. To find out more about the cookies we use and how to delete them, see our privacy policy.

I accept cookies from this site.

EU Cookie Directive Module Information