Samotna nocka na małej komercji.

Ocena użytkowników:  / 4
SłabyŚwietny 

Mamy sierpień, jest sobota po południu. Wracam z pracy do domu, żar leje się z nieba, klimatyzacja w aucie przyjemnie chłodzi, aż nie chce się wysiadać. Jadąc tak sobie świta mi do głowy pomysł że może w domu szybki obiad, prysznic dla ochłody spakuje klamoty i wyskoczę nad wodę na nockę rano będę w domu i spędzę niedzielę z rodzinką.

 

Jak postanowiłem tak robię, żonka nie ma nic przeciwko bo perspektywa spędzenia niedzieli w gronie rodzinnym załatwia sprawę.

Około godziny 16:30 melduję się nad wodą, jest masakrycznie gorąco, pot leje się z czoła przy samym chodzeniu, a tu trzeba się jeszcze rozpakować, ale najpierw rekonesans. Obchodzę cały zbiornik rozmawiam z wędkarzami i właścicielem, nie mam optymistycznych wiadomości, woda martwa nikt nic nie łowi od dłuższego czasu.

To mnie nie zniechęca targam na miejsce swój odchudzony do minimum sprzęt ale tego i tak nie jest mało, a do tego w tą pogodę była to ciężka harówa, pot lał się nawet po ….

Gdy udało mi się rozłożyć mój skromny , biwak otwieram zimne piwko i siadam zmęczony w fotelu.

Około 19 wszystkie trzy zestawy lądują w wodzie w sprawdzonych miejscówkach z tak zwanymi moimi killerami i pozostaje rozkoszować się nadchodzącym wieczorem i przyrodą.

Nic się nie dzieje wędkarze siedzący za dnia zaczynają się zbierać i zbiornik pustoszeje, wreszcie zostaje sam, zapada ciemność i ogarnia mnie cisza, tylko te brzęczące i niedające spokoju wszędobylskie komary zakłócają sielankę.

Nadal cisza nic się nie dzieje, co powoduje że po trudach dnia, smacznej kolacji i kolejnym zimnym piwku, zasypiam.

Około 24h budzi mnie pojedyncze piknięcie sygnalizatora, otwieram oczy bo spałem na fotelu przy kijach, jeszcze się dobrze nie rozbudziłem by ogarnąć sytuację, a tu przeraźliwy pisk sygnalizatora i jeeeedzie. Zrywam się z fotela, prawie wywinąłem orła , bo zapomniałem naszykować sobie czołówkę, zacinam jest siedzi, ale idzie spokojnie myślę sobie jakiś bączek, więc spokojnie włączam wolny bieg odkładam kij na statywie i idę szukać czołówki, wiem że ryba się nie powinna spiąć bo miałem założonego cranked hooka.

Po chwili już z czołówką na głowie zaczynam dalej holować, a tu zonk rybka jest już blisko, ale… przymurowała do dna i nie mogę jej oderwać, dobrze, że nikt tego nie widział bo musiałem mieć baaardzo zdziwioną minę Uśmiech .  Po jakiejś chwili siłowania rusza do przodu i udaje mi się ją podholować do powierzchni i moim oczom ukazuje się piękny ogromny karp pełnołuski, na ten widok spociłem się jeszcze bardziej, kolana mi się ugięły, bo to chyba moja nowa życiówka, a on zobaczywszy światło czołówki odwrócił się i swoim wielkim ogonem zaczął spokojnie odpływać w ciemność, wyciągając coraz więcej żyłki z kołowrotka. Po około 20 minutach walki udaje mi się podebrać rybkę, dezynfekcja, ważenie i jest nowe PB karpia pełnołuskiego waga wskazuje 16,250kg, jestem szczęśliwy pakuję karpia w worek i do wody, do rana by ktoś zrobił mi pamiątkową fotkę.

Kij zarzucam w to samo miejsce i siadam na fotelu , adrenalina nie puszcza dość długo nie mogę zasnąć, jest totalna cisza tylko te przeklęte komary – nawet nie wiem kiedy znów zasypiam.

Budzi mnie piękny wschód słońca i zjeżdżający się wędkarze, bo to przecież niedziela, piękna słoneczna i znów upalna.

Proszę sąsiada który ulokował się koło mnie i oczywiście przerzucił moje zestawy, a co J, o zrobienie fotek mojej nocnej zdobyczy, co nie jest takie łatwe bo karpik odpoczął sobie w worku i zaczął dokazywać, ale w końcu się udaje. 

Po sesji jeszcze raz dezynfekcja ran buziak na do widzenia i pełnołuski wraca do swojej mokrości.

Do końca już nic więcej się nie działo, o godzinie 7 rano już było tak gorąco, że po wypiciu świeżutkiej pysznej gorącej kawy byłem już cały spocony, zacząłem się pakować bo nad wodą zaczęło pojawiać się coraz więcej ludzi. Około 9 zmęczony ale strasznie szczęśliwy wracałem do domu do ukochanej rodziny, by tak jak obiecałem niedzielę spędzić z córkami i żoną, też gdzieś nad wodą ale już nie na rybach tylko na wylegiwaniu się w wodzie chłodząc się od żaru jaki lał się z nieba.

Z pozdrowieniami Piotrass30

Komentarze   

 
#8 Soyer 2013-12-23 23:13
Cytuję Patryk Grobelny:
Pogratulować pięknej pełnołuskiej :lol: fajny artykuł!


Gwizdnąć?? Ty już do końca moich dni będziesz nabijał się ze mnie :P
 
 
#7 Piotrass30 2013-12-21 07:33
Jeszcze raz dzięki za uznanie ale to nic wielkiego.
 
 
#6 misiek 2013-12-20 22:01
Pogratulować pięknej pełnołuskiej :lol: fajny artykuł!
 
 
+1 #5 Kamil Spławski 2013-12-20 20:19
Fajny artykuł i miłe dla oka zdjęcia :-)
 
 
#4 MaR 2013-12-20 20:16
Piotrek tym karpiem dopiekleś do żywego Jackowi 8) czyli Gang ma się dobrze.
Piotrze gratuluje debiutu i już czekam na następne w roku 2014.
 
 
+1 #3 kamyk65 2013-12-20 19:56
Można ? Można brawo Piotr to Twoja premiera i gratki za rybkę szczególnie że z tej wody :)
 
 
+1 #2 Piotrass30 2013-12-20 19:55
Dzięki Jacuś Dzięki
 
 
+1 #1 Soyer 2013-12-20 19:54
Dobijasz leżącego :sigh:

Gratuluje nowego PB
 

Dodatkowe informacje

We use cookies to improve our website and your experience when using it. Cookies used for the essential operation of the site have already been set. To find out more about the cookies we use and how to delete them, see our privacy policy.

I accept cookies from this site.

EU Cookie Directive Module Information