Na krawędzi!

Ocena użytkowników:  / 4
SłabyŚwietny 

 Sezon 2013 bezpowrotnie za nami. Mój niestety zdominowała praca. Zdołałem wygospodarować czas tylko na kilka odrzańskich nocek oraz od dłuższego czasu przygotowywałem kolejny wypad nad moją francuską perełkę gdzieś w wysokich górach. Czekałem na to cały rok.

 

 Najtrudniejszą rzeczą (jak co roku zresztą) było załatwienie dwutygodniowego urlopu. Nad zgodą żony i córeczki pracowałem już od dłuższego czasu i w tym roku poszło dość lekko. Gorzej było na drugim froncie, czyli w pracy. No bo jak wytłumaczyć kierownictwu budowy, że potrzebuję dwa tygodnie na wyprawę wędkarską do Francji i przez ten czas muszą sobie dać radę bez operatora dźwigu? Ostatecznie się zgodzili...

Końcówka maja, upragniony dzień wyjazdu - długa podróż i melduję się na miejscu.

Opis zdjęcia



Jestem tu po raz czwarty - jak za każdym razem jezioro powala na kolana scenerią, marzę tylko o zestawie w wodzie. Jestem bardzo ciekawy jak sprawdzi się taktyka jaką obrałem tym razem. Zamierzam łowić tylko na jednego kija poszukując aktywnie ryb. Ekwipunek ograniczyłem do niezbędnego minimum. Na powitanie pogoda spłatała mi niezłego figla - obfity grad, silny wiatr i temperatura 2 C. - No to pięknie ! Stojąc w klapkach czuję się dziwnie wiedząc, że reszta garderoby jaką zabrałem to letnie rzeczy. To niesamowite, ale woda jest wyższa o około piętnaście metrów od jesiennego stanu z poprzedniego roku i atakuje brzeg tak agresywnie, że nie ma mowy o rozbiciu namiotu...

Opis zdjęcia


Opis zdjęcia

Po kilku godzinach poszukiwań potencjalnego miejsca znajduję w miarę zaciszną zatokę i tu rozbijam swój prowizoryczny obóz. Kładę zestaw wzdłuż brzegu przy koronach zwisających drzew na głębokości 5 metrów. Obsypuję go tylko garstką Pre-Datora 15/20 mm. Zakładam na siebie wszystkie ciuchy, wskakuję w śpiwór i próbuję przetrwać pierwszą noc. Jest tak zimno, że nie mogę zasnąć. Około pierwszej jeden pik i ruraaa !!! .

- Jedzie !

Podnoszę wędkę i czuję powolny bardzo ciężki odjazd. Ryba schodzi na głębinę i po chwili tracę z nią kontakt...

- Niech to szlag !
- Luz Wyciągam zestaw i w świetle czołówki oglądam przecięty o skały przypon. Do rana głucha cisza. Pogodowy lincz, który nadal się utrzymuje i totalna cisza w ciągu trzech kolejnych dni powoduje, że zwijam majdan. Przenoszę się w cieplejszy region Francji na inne jezioro. Niestety łowię tu niewielkie rybki do 5 kg.

Po trzech dniach w końcu się wypogadza i wracam do siebie.


Opis zdjęcia


Opis zdjęcia



Tym razem zamierzam łowić w zupełnie nowym miejscu, które namierzyłem ostatniego dnia pobytu w zeszłym roku. Niestety bardzo wysoki stan wody pozwalał łowić tylko z pontonu lub ze stromych skał. Zdecydowałem się na opcję drugą.


Opis zdjęcia


Opis zdjęcia




Wdrapuję się na blok skalny, z góry oceniam stanowisko i ewentualne szanse na hol. Miejscówkę nazywam „na krawędzi”. Kilkanaście metrów w dół robi wrażenie, ale lata pracy na wysokościach pozwalają szybko zaadaptować się do niecodziennych warunków. Rozbijam prowizoryczny obóz i schodzę do pontonu. Próbuję znaleźć idealny blat, nie ma mowy o przypadkowym miejscu do położenia jedynego zestawu i zanęty.


Opis zdjęcia


Opis zdjęcia




W pewnym momencie zauważam wielki cień, który ewidentnie się porusza... Udaje mi się podpłynąć na długość pontonu. Teraz mam go jak na dłoni. To ogromny karp o niespotykanej pomarańczowo-złocistej barwie. W jednym momencie słyszę jak wali mi serce, a w głowie jedna myśl ''muszę go dopaść"! Wreszcie w pobliżu, na głębokości 7 m znajduję ciekawy stół i obsypuję go po garści kulek. Za moment wracam już z zestawem i nadal widzę cień ryby. Kładę zestaw i oddalam się w pośpiechu by nie spłoszyć pomarańczki. Kotwiczę ponton - chwila karpiowej wspinaczki z wędką na szczyt, myślę tylko o tym, by ryba zechciała zejść w tym miejscu do dna suto zastawionego stołu.

Widok na wodę i okolicę z góry jest po prostu niezwykły ....


Opis zdjęcia



Późnym popołudniem z delikatnej drzemki wyrywa mnie dźwięk sygnalizatora - wyskakuję ze śpiwora chwytając jednocześnie za kija. Czuję jak coś ciężko i powoli odpływa kierując się w lewą stronę . Z całej siły próbuję ją zatrzymać, nie dopuścić by wpłynęła w pobliskie skały. Dokręcam hamulec na maxa i zaczynam pompować. Ryba wychodzi do powierzchni - to POMARAŃCZA !!! Jest na tyle blisko, że widzę jak przewala się na drugi bok. Nagle dynamicznie odjeżdża tak, że muszę odkręcić hamulec. Ponownie próbuję zatrzymać rozpędzoną rybę, która z impetem parkuje w skalnym bloku przecinając żyłkę. Teraz wiem, że niepotrzebnie próbowałem zatrzymać ją na siłę. Jestem tak zły, że nie mam ochoty wywozić zestawu, ale biorę się do roboty i wieczorem ponownie jestem w grze. Następuje drugi odjazd. Biorę wędkę, otwieram kabłąk, schodzę z moją 2,1 m „karpiówką”. Wsiadam w ponton i płynę z otwartym kabłąkiem po rybę. Zaczynam właściwy hol będąc dopiero bezpośrednio nad nim. Walczy ostro jednak po kilku minutach wreszcie kapituluje i w podbieraku ląduje pierwszy podczas tej wyprawy kilkunastokilogramowy lustrzeń. Po około dwóch godzinach scenariusz się powtarza. I podobnych rozmiarów ryba ląduje na macie. Przez resztę nocy mam jeszcze dwa brania, które również kończą się happy endem. Każdą z tych ryb holuję w podobny sposób z pontonu.

Opis zdjęcia


Opis zdjęcia


Opis zdjęcia




Opis zdjęcia


Opis zdjęcia


Opis zdjęcia


Opis zdjęcia


Opis zdjęcia


Opis zdjęcia



Niestety cały kolejny dzień i noc nie przynoszą żadnego brania. Postanowiłem popływać i poszukać nowej miejscówki. Spakowanie całego majdanu trwa moment. Łowienie jedną wędką z minimalną ilością sprzętu pozwala obłowić wiele ciekawych miejsc. Szukając nowego blatu natrafiłem na bardzo płytkie, trawiaste miejsce 0,7 - 1m, gdzie rozgrywały się karpiowe amory. Trwało to kilka dni. W poprzednich latach byłem świadkiem podobnych scen.

Opis zdjęcia


Opis zdjęcia


Opis zdjęcia




Do końca wyprawy nie miałem już brań. Jedno jest pewne - za rok wracam po POMARAŃCZĘ i Wam o tym opowiem .

Mario.

www.carplife.pl

Dodatkowe informacje

We use cookies to improve our website and your experience when using it. Cookies used for the essential operation of the site have already been set. To find out more about the cookies we use and how to delete them, see our privacy policy.

I accept cookies from this site.

EU Cookie Directive Module Information